Plan Rakietowego Minutnika na Przerwie
Misja na placu zabaw, w której każdy ma swoją kolej
Czytaj →
Lina pstryknęła włącznikiem, a jej sznurówki zaczęły tańczyć jak makaron.
Pudełko na dywanie wydało przyjazne piknięcie. Małe rączki zaczęły warczeć i wirować. Kolorowe guziki migały na czerwono, niebiesko i zielono. Na papierowej etykietce widniał napis: Maszyna do Plątania.
Lina Patel miała siedem lat i głowę pełną pomysłów. Zbierała pudełka, taśmy i kapsle po butelkach w wielkim pojemniku. Na piżamę zakładała pas z narzędziami. Traktowała sprawę bardzo poważnie.
Maszyna zakręciła jedną rączką w lewo, a drugą w prawo. Złapała sznurówkę i zrobiła pętelkę w powietrzu. Sznurówka zafalowała jak serpentyna na paradzie. Wtedy druga rączka ruszyła zbyt szybko.
Za późno. Rączki związały jej sznurówki w ciasny supeł. Lina podskoczyła jak pingwin i z plaskiem upadła na poduszkę. Maszyna wciąż pikała, dumna jak orkiestra dęta.
Jej szalik zsunął się z krzesła. Wirująca rączka złapała go i owinęła wokół nogi od krzesła. Szu, szu i supeł. Obok przemknęła zabawkowa myszka kota i ciach! Druga rączka przywiązała myszkę do nogi stołu, jakby to był zabawny prezent.
Policzki Liny zalały się rumieńcem. Zdmuchnęła kosmyk włosów z oczu. Ale nie poddała się. Rozwiązała supły, odcięła mały kawałek taśmy i przykręciła pokrętło.
Tym razem rączki poruszały się łagodniej. Sznurówki ułożyły się w dwie zgrabne pętelki. Lina wstrzymała oddech. Pętelki się skrzyżowały. Potem rączki znieruchomiały, zdezorientowane, i upuściły sznurówki z głośnym plaśnięciem.
Rano słońce malowało paski na podłodze. Lina wsunęła pudełko do plecaka. Przytuliła mamę i chwyciła banana.
Droga do szkoły była słoneczna i ciepła. Autobusy buczały. Ptaki ćwierkały. Lina szła sprężystym krokiem.
Na boisku jej najlepszy przyjaciel Mateo pomachał do niej obiema rękami. - Czy to to? Maszyna do Plątania?
Pudełko zapikało jak przyjazny robot. Rączki wirowały i wyciągały się do przodu. Jedna złapała sznurówkę i szybko zwinęła ją w pętelkę. Druga musnęła skakankę. Skakanka świsnęła i splątała się z trampkiem.
Piłka na sznurku przemknęła z głuchym uderzeniem. Wirująca rączka musnęła sznurek i piłka owinęła się wokół słupa jak makaron spaghetti. Dzieci zachichotały. Mateo starał się nie śmiać, ale i tak parsknął.
Lina poczuła gulę w gardle. Jej uśmiech zniknął. Wcisnęła przycisk WYŁĄCZ. Maszyna wydała ostatnie ciche piknięcie, przypominające westchnienie.
Pani Ramos uklękła na asfalcie. Pomogła dzieciom wyswobodzić się z pętli. Uśmiechnęła się do Liny łagodnie. - Nowe pomysły mogą robić bałagan - powiedziała. - Chcesz, żebyśmy spróbowały razem metody na królicze uszy?
Lina skinęła głową. Jej dłonie były ciepłe i mrowiły. Pani Ramos pokazała wszystko powoli. Pętelka, pętelka, krzyżujemy, ciągniemy.
Lina spróbowała. Jej palce plątały się. Spróbowała jeszcze raz, wolniej. Pętelka, pętelka, pociągnij.
Kokardka trzymała się mocno. Jej uszy zrobiły się różowe. Poruszyła palcami u stóp i wyprostowała się z dumą.
Tego wieczoru Lina wpatrywała się w maszynę na swoim dywanie. Pik. Małe światełko zamigało, jakby maszyna też myślała. Dziewczynka postukała się w brodę mazakiem.
Zdjęła szybko wirujące rączki. Dodała miękki, okrągły wierzch. Przypięła płytką tackę i osłonę przed chlapaniem zrobioną z przezroczystej przykrywki. Uśmiechnęła się i szepnęła: - Wirówka do sztuki.
Rano Lina zapytała panią Ramos: - Czy mogę założyć klub na przerwie?
Wyciągnęła z plecaka wielkiego tekturowego trampka. Miał przedziurawione miejsca na sznurówki. Był pomalowany na jaskrawoczerwono i miał niebieskie kropki. Podniosła grube, tęczowe sznurówki, które wyglądały jak makaron.
Na przerwie Lina narysowała kredą wielkie kroki na asfalcie. PĘTELKA TUTAJ. PĘTELKA TAM. SKRZYŻUJ. POCIĄGNIJ. Pokazała ruchy na gigantycznym bucie. Dzieci ustawiły się w kolejce. Nawet przedszkolaki przyszły z powiewającymi sznurówkami.
Mateo trzymał tekturę nieruchomo. - Po kolei! Dacie radę!
Kokardki rozkwitały na asfalcie jak małe motyle. Radosne okrzyki unosiły się jak bańki mydlane.
Do piątku nawet najmłodsze dzieci same wiązały buty. Sznurek od piłki zwisał swobodnie i porządnie. Skakanki zwijały się w pętle tylko wtedy, gdy dzieci tego chciały.
W domu Lina ustawiła stoper na zegarku. Wzięła głęboki oddech. Pętelka, pętelka, pociągnij - zawiązane w mgnieniu oka. Zatrzymała stoper i zaśmiała się.
Jej kot bawił się starą sznurówką przy jej stopie. Wirówka do sztuki migała swoim małym światełkiem, spokojna i duma. Lina poklepała pudełko.
Założyła plecak i pchnęła drzwi biodrem. Na zewnątrz dzień wydawał się słoneczny i pełen możliwości. Lina poruszyła palcami w równo zawiązanych butach i ruszyła przed siebie, gotowa na kolejny wspaniały pomysł.
Misja na placu zabaw, w której każdy ma swoją kolej
Czytaj →