Leila i Przygoda bez Etykiet
Miejska gra, w której każdy element ma znaczenie
Czytaj →
Drużyna Nii pędziła obok fontanny, gdy ktoś syknął: "Powiedz nam sekret Samira - już!"
Jej trampki klaskały o kamienną ścieżkę, mokrą od porannej mgły. Fontanna rozpylała srebrne łuki wody, chłodne na jej ramionach. Lila i Jay zbliżyli się do niej z obu stron. Ich drużynowe bandany powiewały czerwienią na tle zieleni Parku nad Rzeką.
Godzinę wcześniej szkolna sala gimnastyczna tętniła życiem jak ul. Szeleściły mapy. Gwizdki piszczały. Plakaty głosiły: Dzień Przygody - Parkowa Wyprawa! Nia prześledziła palcem ich trasę: ogród różany, labirynt z żywopłotu, przeprawa przez strumień i finał na estradzie. W brzuchu czuła motyle, po części ze zdenerwowania, po części z ekscytacji.
Obok trybun Samir wsunął mały notes do plecaka. Na chwilę spotkał się wzrokiem z Nią. Przypomniała sobie wczorajszy dzień na huśtawkach, kiedy cichym głosem zapytał, czy mogłaby zachować coś w tajemnicy, dopóki nie będzie gotowy. Skinęła głową, poważna jak przyrzeczenie.
Teraz, na linii startu, Lila i Jay pochylili się blisko.
Gwizdek zadzwonił. Serce Nii podskoczyło. Chciała przynależeć. Chciała wygrać. Ale dała słowo.
Wystrzelili z drzwi sali gimnastycznej wprost do jasnego parku. Ptaki świergotały na dębach. Powietrze pachniało świeżo skoszoną trawą i ciepłą ziemią. Drużyny rozbiegły się, tworząc kolorowe punkty na rozległych trawnikach.
Pierwsza wskazówka czekała przy ogrodzie różanym. Na ich kartce było napisane: "Znajdźcie miejsce, gdzie płatki strzegą kamienia z imionami. Odpowiedź wskazuje na wschód".
Biegli między ścianami róż. Czerwone, różowe, żółte kwiaty muskały ramiona Nii. Pszczoły brzęczały jak małe silniczki. Na środku, niski kamienny krąg zawierał tabliczki z nazwiskami darczyńców. Nia przykucnęła i zaczęła czytać.
Nia nie odpowiedziała. Pobiegli na wschód do labiryntu z żywopłotu, gdzie następna wskazówka wisiała na sznurku przy drewnianym słupku.
Liście muskały ich ramiona, gdy wchodzili do środka. Żywopłoty wznosiły się nad ich głowami, chłodne i wilgotne. Ich kroki dudniły. Gdzieś w oddali krzyczały dzieci. Wiatr szeptał w labiryncie.
Jay kopnął kamyk. - Mimo wszystko. Jeśli Samir powiedział coś Nii, a ona nie chce zdradzić, to tak, jakby wybrała jego zamiast nas.
Nia zatrzymała się tak gwałtownie, że prawie na nią wpadł. - Wybieram bycie w porządku - powiedziała. Ręce jej trochę drżały, ale trzymała głowę wysoko. - Wygrana nie jest warta ranienia kogoś.
Jay wbił wzrok w swoje buty. Lila patrzyła to na jedno, to na drugie, a potem powoli skinęła głową. - Po prostu znajdźmy następną wskazówkę.
Przed nimi szemrała przeprawa przez strumień, a woda lśniła jak rybie łuski. Kamienie były śliskie, ciemne od rozprysków. Nia sprawdzała każdy z nich palcami stóp, łapiąc równowagę z szeroko rozłożonymi ramionami. Zimna woda ochlapała jej kostki. Lila roześmiała się, gdy kropla trafiła ją w nos. Jay poślizgnął się i złapał równowagę obiema rękami, po czym wstał, strzepując je do sucha.
Na drugim brzegu czekała biała altana, jej dach jasny jak muszla. Wzdłuż poręczy wisiał sznur zalaminowanych kart ze wskazówkami. Właśnie wtedy zerwał się wiatr, ostry i figlarny. Karty trzepotały i podskakiwały. Jedna po drugiej odrywały się i rozleciały jak spłoszone ptaki.
Kartki goniły po trawie. Nia rzuciła się i złapała dwie. Jakiś chłopak zanurkował po trzecią. Obok schodów plecak Samira otworzył się. Jego mały notes wysunął się i otworzył na stronie zapisanej równymi linijkami pisma.
Nia podbiegła do niego. Uklękła i zasłoniła sobą notes przed najbliższą grupą. - Mam to - powiedziała lekkim, ale stanowczym głosem. Zamknęła okładkę, nie czytając, i wsunęła go z powrotem do jego torby. - Proszę, twój suwak.
Ręce Samira drżały. - Dzięki - szepnął. Miał zarumienione policzki. Wiatr targał jego włosy.
Nia podała mu dwie z rozrzuconych kart ze wskazówkami. - Naprawmy poręcz.
Pomogli nauczycielce przypiąć karty z powrotem. Drużyna Nii znalazła swoją i przeczytała: "Aby znaleźć kurs, usiądźcie tam, gdzie odpoczywają żeglarze, i podążajcie za tym, co wskazuje, nie ruszając się".
Jay zmrużył oczy. - Żeglarze? W parku?
Lila rozejrzała się po pobliskich ławkach. - Szukamy kotwicy?
Nia też się rozglądała i zauważyła ławkę z wyrzeźbionym na końcu kołem. Wewnątrz koła była gwiazda z czterema długimi ramionami, jak kwiat zrobiony ze strzałek.
Biegli ścieżką, dysząc, a ich nogi stawały się coraz cięższe. Przed nimi przez drzewa prześwitywała estrada, pomalowana na biało i złoto.
Blisko ostatniego punktu kontrolnego Nia zauważyła Samira stojącego z dyrektor Cho. Trzymał swój notes blisko piersi. Pani dyrektor mówiła do niego cicho, jej dłoń spoczywała spokojnie na poręczy.
Lila nachyliła się do Jaya. - Dlaczego on jest z panią dyrektor? - szepnęła. - Czy on... nie wiem... dostaje specjalną pomoc?
Usta Jaya wykrzywiły się. - Może ma odpowiedzi.
Nia poczuła, jak na jej twarz wstępuje gorąco. Stanęła mocno na nogach. - Przestańcie - powiedziała, niezbyt głośno, ale wyraźnie. - Nic nie wiemy. Skupmy się na naszej wskazówce.
Na ziemi leżała ostatnia kartka: "Gdy muzyka śpi, odlicz siedem kroków do cienia, a potem stań twarzą do rzeki".
Weszli po schodach na estradę - raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem - i odwrócili się w stronę rzeki. Wiatr potargał ich bandany. Nauczycielka przy stoliku sprawdziła pieczątki na ich mapie i uśmiechnęła się. - Gotowe - powiedziała. - Świetna praca zespołowa.
Nia wypuściła powietrze, nie zdając sobie sprawy, że je wstrzymywała. Lila trąciła ją ramieniem. Jay lekko skinął głową. Ich drużyna nie była pierwsza, ale skończyli uczciwie i szybko.
Wkrótce wszystkie klasy zebrały się na trawie. Słońce ogrzewało czubki głów. Estrada rzucała cień na pierwszy rząd. Dyrektor Cho podeszła do mikrofonu.
Samir podszedł, mocno ściskając notes. Jego trampki zaskrzypiały na drewnianej podłodze. Przełknął ślinę przed mikrofonem. Na chwilę tłum ucichł.
Otworzył notes i przemówił, cichym, ale pewnym głosem. - Dziękuję strażnikom parku, którzy pomagają utrzymać to miejsce w czystości. Dziękuję personelowi naszej stołówki, który karmi nas każdego dnia, żebyśmy mogli biegać i myśleć. Dziękuję nauczycielom i wolontariuszom, którzy sprawili, że dzisiejszy dzień był świetną zabawą. Napisałem to, żeby powiedzieć... że was zauważamy. - Wziął oddech. - I jesteśmy wdzięczni.
Delikatna fala oklasków narosła w głośny aplauz. Ramiona Samira rozluźniły się. Spojrzał na Nię. Odwzajemniła uśmiech, nie za duży, ale wystarczający, by powiedzieć: "Udało ci się".
Lila nachyliła się do Nii. - O... - szepnęła z szeroko otwartymi oczami. - To właśnie trzymał w notesie.
Jay potarł kark. - Kompletnie się myliliśmy. - Przesunął się w stronę Nii. - Przepraszam. Naciskałem.
Nia złożyła mapę i wsunęła ją do kieszeni. - Dzięki - powiedziała. Ostatnie napięcie opuściło jej pierś.
Dyrektor Cho podniosła pęk wstążek. - Pierwsze miejsce zdobywa Drużyna Klonu! - Z lewej strony wybuchły okrzyki radości. - A Wstążkę Szacunku za najlepszą postawę fair play otrzymuje... Drużyna znad Rzeki! - To była drużyna Nii. W ich rzędzie wybuchły zaskoczone okrzyki i śmiech.
Na scenie odebrali wstążkę jako grupa. Lśniła na niebiesko ze srebrnymi literami. Lila przejechała po nich opuszkiem palca. Jay wydał z siebie zduszony śmiech. - Nieźle - powiedział.
Gdy tłum zaczął przesuwać się w stronę stolików z przekąskami, Nia zeszła ze schodów estrady. Samir czekał na dole.
Nia wzruszyła ramionami, a potem uśmiechnęła się szeroko. - To były twoje słowa. Ja tylko pomogłam ci je chronić.
Skinął głową, a na jego twarzy malowała się ulga. - Bałem się.
Na trawniku wiatr zelżał. W oddali syczała fontanna, a róże wysyłały swój słodki zapach w popołudniowe powietrze. Nia wsunęła wstążkę do kieszeni obok złożonej mapy. Czuła jej ciepło na dłoni, gdy biegła, by dołączyć do przyjaciół, czując wewnętrzny spokój, jakiego nie dałoby żadne trofeum.
Festiwal, znaleziony dziennik i wybór o wschodzie słońca
Czytaj →