Pamiętnik Mai dla Dziadka
Ciepły projekt pełen uśmiechów
Czytaj →
Niedźwiadek Benny nie lubił ciemności - dopóki Dziadek nie nauczył go, jak rozśmieszać cienie. Benny wiercił się pod ciepłym kocem w przytulnej jaskini. Na zewnątrz, zmierzchowy błękit osiadał na wysokich sosnach, a migoczące gwiazdy śmiało zaglądały do środka. W środku cienie rozciągały się po skalnych ścianach, gdy latarnia migotała. Benny wyjrzał spod koca, jego łapki drżały lekko. Każdej nocy cienie stawały się wielkie i dzikie. Niektóre wyglądały jak zrzędliwe olbrzymy; inne chwiały się jak dziwne potwory. Benny naciągnął koc wyżej. "Dlaczego cienie zawsze wyglądają straszniej w nocy?" szepnął. Dziś Dziadek zauważył drżenie Benny'ego. Dziadek usiadł blisko latarni, cicho mrucząc. Jego miękkie szare futro lśniło pomarańczowo w blasku. "Benny," zawołał Dziadek łagodnie, "dotrzymałbyś staremu niedźwiedziowi towarzystwa przy latarni? To krzesło jest wyjątkowo wygodne, gdy się je dzieli." Benny podreptał na paluszkach, ciągnąc za sobą koc. Jego nosek zadrgał. Dziadek poklepał puszyste krzesło. Benny wspiął się i usiadł blisko. Dziadek mrugnął, sprawił, że jego duże łapki zatańczyły w złotym świetle, i - puff! - ryba zawirowała na ścianie. Benny zamrugał. Ryba podreptała po kamieniach, machnęła ogonem i skoczyła za lampę. Benny cicho zachichotał. "Jak to zrobiłeś?" Dziadek nie odpowiedział od razu. Zamiast tego jego łapki znów zafurkotały. Teraz głupiutki ptak wylądował z rozpostartymi skrzydłami, machnął nimi dwa razy i udawał, że drepcze na paluszkach. "Uważaj, rybko!" zaskrzeczał Dziadek zabawnym głosem ptaka. "Mój obiad szybko pływa!" Benny roześmiał się głośno. "Ten ptak wygląda bardziej, jakby jadł naleśniki niż ryby!" Dziadek parsknął śmiechem. Mrugnął. "Chcesz spróbować?" Benny poruszył swoimi małymi, brązowymi łapkami, wyginając je w świetle latarni.
Jego pierwszy cień wyglądał bardziej jak krzywy naleśnik niż królik. Ale Dziadek powiedział: "To najszybszy naleśnik, jaki kiedykolwiek widziałem! Szybko, niech podskoczy!" Benny podskoczył rękami, a naleśnikowy cień stał się skaczącym króliczkiem. Chichot Benny'ego rozniósł się echem po ścianach. Wkrótce spróbował znowu. Tym razem - chwiejąca się łódka z maleńkim żaglem. Szepnął: "Spójrz, płynie do Srebrnego Jeziora!" Dziadek cicho klasnął. Potem Benny spróbował ponownie. Ostrożnymi łapkami ułożył okrągły kształt z wiercącymi się uszami. "To... to księżyc - ojej, teraz się śmieje!" ucieszył się. Właśnie wtedy, królik i wiewiórka wyjrzały z drzwi, ich noski drgały. Patrzyły z podziwem, jak Benny machał do swojej publiczności. Światło latarni drżało, sprawiając, że lis Dziadka na ścianie wyglądał wyjątkowo zabawnie. Dziadek nadał lisowi głupiutki głos: "Marsz, marsz, kto zapomniał skarpet?" Łódka Benny'ego się przechyliła. "Szybko do portu!" zawołał. Królik zachichotał, a wiewiórka klasnęła maleńkimi łapkami. Cienie tańczyły i wierciły się, zamieniając się wszędzie w przyjazne kształty - już nigdy nie były straszne. Serce Benny'ego zabiło mocniej, ale tym razem czuło się odważne i spokojne.
Benny spróbował zrobić nową kukiełkę. Stała się śpiącą sową z krzywymi skrzydłami. "Ta sowa jest tak zmęczona, że zapomniała kapelusza!" ogłosił Benny. Królik podskoczył ze śmiechu. Wiewiórka zrobiła spiczasty kapelusz swoimi łapkami i wsunęła go na sowi cień. Dziadek klaskał tak mocno, że okulary zsunęły mu się z nosa. Jaskinia lśniła szczęśliwymi kształtami: królikami, łódkami, chichoczącymi ptakami i głupiutkimi sowami. Każde zakrzywienie na ścianie kryło w sobie historię. Benny oddychał spokojnie, jego łapki już nie drżały. Zrozumiał, że ciemność kryje setki przyjaciół, czekających tylko na dobrą historię. Gdy nadszedł czas snu, latarnia migotała słabo. Benny wsunął się pod koc, ale zostawił maleńką łapkę na zewnątrz. "Dobranoc, Dziadku. Dobranoc, historie. Dobranoc, niestraszne cienie," szepnął. Benny zasnął z uśmiechem na twarzy. Śnił o głupiutkich ptakach maszerujących i łódkach odpływających, gotowy na kolejną przygodę wśród przyjaznych cieni jutro.