Leila i Przygoda bez Etykiet
Miejska gra, w której każdy element ma znaczenie
Czytaj →
Jai zauważył wibrujący telefon pod stoiskiem z lemoniadą, akurat gdy sięgał po niego pewien nastolatek.
Stoisko lekko się trzęsło od ludzi stojących w kolejce. Lód dzwonił w lodówce. Plasterki cytryny unosiły się w przezroczystym pojemniku jak małe słońca. Lina Morales, która pomagała przy stoisku ich szkoły, schyliła się i chwyciła telefon.
"To mój" - powiedział nastolatek w niebieskiej czapce. Uśmiechnął się przelotnie. "Dzięki. Upuściłem go".
Lina mu go podała. Nastolatek wsunął go do kieszeni. Wibracje ustały. Wszyscy wrócili do nalewania lemoniady i podawania serwetek.
Jai wytarł lepkie krople z rąk. Lubił małe zagadki - zgadywanie, ile jest żelków w słoiku, znajdowanie tej jednej skarpetki, która nie pasuje do reszty, dostrzeganie znaku z krzywą literą. I tutaj coś mu nie pasowało. Kiedy telefon się podświetlił, przez sekundę widział ekran blokady. Zza cyfr uśmiechała się dziewczyna w zielono-białej koszulce piłkarskiej. Poza tym, na obudowie telefonu była mała naklejka z cytryną, odklejająca się na rogu.
Mógłby coś teraz powiedzieć. Ale policzki piekły go od gorąca w otoczeniu tylu ludzi. Nie chciał robić sceny, jeśli się mylił.
"Chodź" - powiedziała Lina. "Zasłużyliśmy na przerwę".
Weszli w tętniącą rzekę dźwięków i kolorów festynu. Ze sceny dobiegała muzyka. W powietrzu unosił się zapach popcornu, smażonego ciasta i świeżych pomarańczy. Dzieci z pomalowanymi twarzami przebiegały obok. Wiatr szarpał za transparenty. Myśli Jaia też go szarpały, jak latawiec, który nie chciał wylądować.
Minęli punkt wymiany książek. Kartonowe pudła przepełnione były opowieściami. Jai wyciągnął kieszonkowy kryminał i przekartkował go, jakby odpowiedź miała z niego wypaść. Nie wypadła. Odłożył książkę i poszedł dalej z Liną.
Dotarli do stoiska Młodzieżowej Drużyny Piłkarskiej Rzeczne Jastrzębie. Ręcznie malowany jastrząb rozpościerał skrzydła na obrusie. Ulotka wymieniała godziny treningów i numer kontaktowy z tym samym numerem kierunkowym, który mignął mu na wibrującym telefonie.
"Chcecie dołączyć?" - zapytała dziewczyna za stołem. Miała plamy od trawy na kolanach i opaskę kapitana na ramieniu.
"Tylko się rozglądamy" - odparła Lina.
"Właściwie" - powiedział Jai, starając się brzmieć naturalnie - "czy ktoś zgubił telefon koło stoiska z lemoniadą?"
Kapitanka skinęła głową. "Zoey. Strasznie się martwi. Powiedzieliśmy jej, żeby sprawdziła w biurze rzeczy znalezionych, ale na razie bez skutku".
W żołądku Jaia coś się przewróciło. Spojrzał na Linę. Przygryzła wargę.
"Dałyśmy telefon nastolatkowi w niebieskiej czapce" - powiedziała cicho. "Powiedział, że jest jego".
"Może i był" - odparła kapitanka. "Ale obudowa Zoey ma małą naklejkę z cytryną. Ona uwielbia lemoniadę".
Lina spojrzała na Jaia. Nawet nie musiał nic mówić. On widział naklejkę, ona też, i teraz wszystkie kawałki układanki wskoczyły na swoje miejsce w jego głowie.
Odeszli od stoiska i ruszyli w stronę sceny muzycznej. Wokalista sprawdzał mikrofon. Tłum klaskał bez powodu, po prostu szczęśliwy, że może klaskać. Jai próbował zadzwonić na ten telefon ze stoiska szkolnego, ale włączała się poczta głosowa.
"Może bateria padła" - powiedziała Lina.
"Albo go wyciszył" - odparł Jai.
Zatrzymali się przy wózku z koktajlami. Sprzedawca rozdawał dzieciom, które kupiły napoje, naklejki w kształcie cytryny. Mały stosik leżał przy kasie, z pozaginanymi rogami. Jai dotknął stosiku.
"Taka jak ta na telefonie" - powiedział.
"Niebieska czapka" - przypomniała sobie Lina. "Był wysoki, z plecakiem. Czarne buty z białymi sznurówkami".
"Leworęczny" - dodał Jai. "Sięgnął po telefon lewą ręką". Zamrugał. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to zauważył.
Stanęli pod drzewem i przeanalizowali fakty, tak jak ich nauczycielka od przyrody zawsze prosiła o dowody.
"Naklejka" - powiedział Jai, licząc na palcach. "Koszulka piłkarska na ekranie blokady. Ten sam numer kierunkowy. Nastolatek w niebieskiej czapce szybko się po niego zgłosił. A teraz telefon jest wyłączony".
"A Zoey zgubiła swój telefon" - dodała Lina. "Jej kapitan drużyny to potwierdziła. Naklejka z cytryną się zgadza".
Jai poczuł, że ma dwie możliwości. Mógł udawać, że to wszystko nic nie znaczy. Mógł pójść grać w rzucanie obręczy i zapomnieć o tym niepokoju w sercu.
Ale festyn nie był już tak radosny, gdy pośrodku niego tkwił nierozwiązany problem.
"A co, jeśli się mylimy?" - zapytała Lina. "Co, jeśli go oskarżymy, a to naprawdę jego telefon?"
"Nie musimy oskarżać" - powiedział Jai powoli. "Możemy poprosić o pomoc. Możemy podzielić się tym, co widzieliśmy".
"Pani Ortiz" - powiedziała od razu Lina. "Jest koordynatorką festynu. Ma radio, którym może wezwać opiekunów stoisk".
Jai skinął głową. Zaschnęło mu w ustach. Wziął oddech, który pachniał cytryną i cukrem.
Znaleźli panią Ortiz przy stole z loterią. Miała na głowie kapelusz przeciwsłoneczny, identyfikator i poruszała się jak osoba, która wie, gdzie wszystko się znajduje.
"Pani Ortiz?" - zaczął Jai. "Możemy z panią porozmawiać?"
Odwróciła się, a jej spojrzenie było pełne życzliwości. "Oczywiście".
Jai i Lina wyjaśnili wszystko, krok po kroku. Jai opisał naklejkę z cytryną i ekran blokady z koszulką drużyny Rzeczne Jastrzębie. Lina opowiedziała o nastolatku w niebieskiej czapce i naklejkach ze stoiska z koktajlami. Jai wspomniał o telefonie, który od razu przełączał na pocztę głosową, i o tym, jak kapitan drużyny powiedziała, że Zoey zgubiła telefon.
Pani Ortiz słuchała bez przerywania. Nie sprawiła, że poczuli się głupio. "Dziękuję, że mi o tym powiedzieliście" - rzekła. "Zobaczmy, czy uda nam się to wyjaśnić".
Przeskanowali wzrokiem trawnik za sceną. Głośniki cicho dudniły. Pracownicy techniczni nosili kable, które wyglądały jak wielkie węże. Na skrawku trawy, na wpół ukryty za składanym krzesłem, siedział nastolatek w niebieskiej czapce. Był pochylony nad telefonem. Nie dochodził z niego żaden dźwięk.
Pani Ortiz podeszła, a oni szli obok niej. "Cześć" - powiedziała przyjaznym głosem. "Mogę zadać ci szybkie pytanie? Mamy zgłoszenie o zgubionym telefonie".
Nastolatek podniósł wzrok. "Och. Eee, znalazłem jeden wcześniej. Ktoś mi go dał. To mój".
"Świetnie" - powiedziała pani Ortiz. "Mógłbyś go dla mnie odblokować? Sprawdźmy też nazwisko kontaktu alarmowego".
Kciuk nastolatka zawisł w powietrzu. Ekran się rozświetlił. Ta sama dziewczyna w zielono-białej koszulce uśmiechała się z ekranu, z wyraźnym logo Rzecznych Jastrzębi na rękawie. Wyraz twarzy nastolatka się zmienił. Opuścił ramiona.
"Nie powinienem go zatrzymywać" - powiedział cicho. "Pomyślałem... pomyślałem, że nikt nie zauważy. A gdybym oddał go później, obwiniono by mnie".
Pani Ortiz skinęła głową. "Dziękuję, że jesteś teraz szczery. Oddajmy go tam, gdzie jego miejsce".
Skontaktowała się przez radio ze stoiskiem piłkarskim. Kilka minut później podbiegła dziewczyna z kucykiem. "Mój telefon!" - zawołała Zoey, przytulając go, jakby zaraz miał znowu uciec. Spojrzała na Jaia i Linę. "To wy go znaleźliście?"
"Zauważyliśmy kilka rzeczy" - powiedział Jai, wycierając lepkie ręce o spodenki.
Zoey zaśmiała się, trochę przez łzy. "Jesteście bohaterami".
"Detektywami" - poprawiła Lina z uśmiechem.
Pani Ortiz spojrzała na nastolatka. "Chciałbyś jej go oddać?" - zapytała łagodnie.
Przełknął ślinę i wyciągnął telefon. "Przepraszam" - powiedział. "Źle zrobiłem".
Zoey wzięła go. "Dzięki, że go oddałeś".
Muzyka na scenie nabrała mocy, jakby cały festyn bił brawo.
Z powrotem przy stoisku z lemoniadą, Jai i Lina kupili cytrynowe śnieżne rożki w kształcie gór. Lód chrupał. Chłód spływał Jaiowi po gardle. Świat znowu wydawał się wspaniały.
"Prawie nic nie powiedziałem" - przyznał Jai, stukając łyżeczką w papierowy kubek.
"Ja też" - powiedziała Lina. "Ale kiedy już połączyliśmy wszystkie wskazówki, czułam, że to właściwe".
Jai rozejrzał się wokół. Punkt wymiany książek. Stoisko piłkarskie. Wózek z koktajlami i jego zwijającymi się naklejkami. Scena, na której stroił się zespół. Festyn tętnił życiem, radosny i beztroski.
Uśmiechnął się. "Myślę, że zagadki smakują lepiej, kiedy komuś pomagają" - powiedział.
Lina trąciła go ramieniem. "W takim razie miejmy oczy szeroko otwarte, detektywie Patel".
Podnieśli swoje śnieżne rożki. Cytryna i słońce. Muzyka i śmiech. Tajemnica rozwiązana, a dzień stał się przez to wspanialszy.
Festiwal, znaleziony dziennik i wybór o wschodzie słońca
Czytaj →