Mrówcza Drużyna i Wielki Okruszek
Wielu małych pomocników, jedno wielkie zwycięstwo
Czytaj →
Serce Toby'ego zabiło mocniej - robot Buddy zniknął!
Słońce grzało go w ramiona. Trawa łaskotała w kolana. Ptaki ćwierkały na klonach. Ale Toby potrafił tylko wpatrywać się w swoje puste dłonie.
Ścigał się z mamą przez Maple Grove Park. Nakręcany kluczyk na plecach Buddy'ego błyskał w słońcu. Malutkie nóżki stukały i bzyczały. Wtedy Toby się śmiał. Teraz wcale nie było mu do śmiechu. Poczuł szczypanie pod powiekami.
Mama kucnęła obok niego. Strzepała ziemię z jego spodenek.
Toby skinął głową. Wtulił twarz w jej koszulkę. Pachniała cytrynami od chusteczek samochodowych. Czuł ciężar w klatce piersiowej, jakby miał plecak z za dużą liczbą książek.
Mama powiedziała łagodnie: - Problemy wydają się mniejsze, gdy wymyślimy jakiś plan.
Toby pociągnął nosem. Spojrzał na zjeżdżalnię, huśtawki i szeroką trawę. Plan. Mógł wymyślić plan.
Toby otworzył plecak. Wyciągnął papier, kredki i taśmę. Zawsze nosił je ze sobą. Nigdy nie wiadomo, kiedy trzeba będzie narysować smoka. Albo robota.
Szybkimi, starannymi liniami narysował Buddy'ego. Błyszczące, srebrne ciało. Niebieskie kółko na każde oko. Żółty kluczyk na plecach. Napisał dużymi literami: ZAGUBIONY ROBOT. Dodał: Mały. Srebrny. Niebieskie oczy. Nakręcany kluczyk. Jeśli go znajdziesz, proszę, powiedz TOBY'EMU.
Mama uśmiechnęła się. - Czytelne i kolorowe - powiedziała. - Gdzie je powiesisz?
Toby rozejrzał się. - Przy zjeżdżalni. Blisko huśtawek. Przy bramie. - Przerwał na chwilę. - Ale czy mogę je tu przyklejać?
Podeszli do budki strażnika parku. Przyjazny strażnik w kapeluszu przeciwsłonecznym pomachał im.
Oczy strażnika się uśmiechnęły. - To mądry plan. Przyklej je na tablicach ogłoszeń, dobrze? I sprawdź nasze drzewo rzeczy znalezionych.
Strażnik wskazał na mały dąb obok piaskownicy. Czapki i rękawiczki zwisały z niskich pętelek z włóczki, zawiązanych jak małe paski. Jakiś szalik powiewał jak flaga.
Razem z mamą powiesił pierwszy plakat na tablicy. Taśma była ciepła i lepka w jego palcach. Ślady kredek wyglądały w słońcu bardzo jaskrawo. Podjechała do nich dziewczynka na fioletowej hulajnodze.
Stanęła na hulajnodze i docisnęła górną krawędź. - Powodzenia! - Odjechała z wiatrem, a jej kucyk podskakiwał.
Toby pospieszył do zjeżdżalni. Zapytał grupę dzieci: - Widzieliście małego, srebrnego robota z kluczykiem?
Jeden chłopiec pokręcił głową. Inna dziewczynka wskazała na stoły piknikowe. - Może tam - powiedziała. - Bawiłyśmy się w berka przy ławce.
Przy wózku z lodami sprzedawca w pasiastym fartuchu wycierał ręce.
Sprzedawca podrapał się po brodzie. - Jeszcze nie, amigo. Powieś plakat przy serwetkach. Dużo ludzi tam zagląda.
Nogi Toby'ego stały się jak z waty. W ustach mu zaschło. Usiadł na brzegu piaskownicy. Czuł ciepło piasku przez spodenki.
Mama podała mu butelkę z wodą. Wziął duży łyk. Spojrzał na mapę parku w swojej wyobraźni. Co pominął?
Toby skinął głową. Wstał i otrzepał się z piasku. Zwinął kolejny kawałek taśmy i wygładził róg plakatu.
Ciche klap-klap-klap sprawiło, że się odwrócił. Jeden z jego plakatów przy piaskownicy unosił się i opadał na wietrze. Brzeg papieru machał do niego, jakby chciał powiedzieć: "Spójrz tutaj".
Malutka dziewczynka obok domku do zabaw zaklasnęła w dłonie i pokazała palcem. - Błyszczy! - pisnęła.
Toby podążył za jej palcem w stronę małego, drewnianego domku. Miał on małe, kwadratowe okienka i szafki na dole na buty i zabawki. Coś srebrnego błyszczało w cieniu jednej z szafek.
Toby uklęknął. Jego serce znów zabiło szybciej, ale tym razem lżej. Sięgnął do środka i dotknął chłodnego metalu.
Tata małej dziewczynki podszedł bliżej, pchając wózek. Uśmiechnął się do Toby'ego.
Toby przytulił Buddy'ego, jak prawdziwy skarb. Wstał i lekko się ukłonił, tak jak na zajęciach z karate.
Nakręcił żółty kluczyk. Klik-klik. Bzzz. Nóżki Buddy'ego zaczęły maszerować. Mała dziewczynka zaśmiała się i znów zaklasnęła. Toby też się roześmiał. Ten dźwięk był jasny i lekki jak letnie niebo.
Ruszyli z powrotem przez park. Toby podziękował sprzedawcy lodów. Podziękował dziewczynce na hulajnodze, gdy znów ich mijała. Zatrzymał się przy strażniku.
W drodze do domu samochód cicho mruczał. Toby wyciągnął fiszkę i marker. Napisał "Toby" na jednej stronie, a numer mamy na drugiej. Przywiązał małą karteczkę do kluczyka Buddy'ego kawałkiem sznurka ze swojego plecaka.
Toby posadził Buddy'ego na kolanie. Robot przebierał stópkami, stawiając malutkie kroczki.
Poklepał Buddy'ego. - Następnym razem - wyszeptał - trzymamy się razem.
Wielu małych pomocników, jedno wielkie zwycięstwo
Czytaj →
Drużyna Śniadaniowa wyrusza w rejs po stołówce
Czytaj →
Wesoły tydzień pełen pętelek, pomyłek i sprytnych rozwiązań
Czytaj →